Blog:
01.08.2007 - MellMafia
W obliczu groźby rodzinnej ekskomuniki czas rozpocząć nasz dziennik. Nie możemy w końcu pozbawić rodziny i przyjaciół nowinek z mafijnego świata.Na początek przedstawiamy poszczególnych członków grupy przestępczej.
Organizacją steruje Mamma Mella. Jej prawdziwe imie to Charisma, ale je utajniła aby zniknąć z oczu organów ścigania. W światku przestępczym znana również jako Donna Mellania.
Charakterystyka poszukiwanej.
Wyjątkowo groźny przestępca. Potrafi zaprowadzić posłuch wśród członków bandy jednym mrugnięciem oka. To rzeczywisty mózg grupy przestępczej. Do przeprowadzenia udanej akcji wysługuje się członkami gangu, wśród których posiada niekwestionowany autorytet. Jej legendarną skuteczność wielokrotnie poznali na własnej skórze właściciele kuchni.
Rysopis szefowej gangu:
Wiek 4 lata, waga około pięciu kilogramów, nad wyraz dobrze zbudowana, włosy niebieskie ze srebrnym odcieniem, lico kwadratowe, oczy zielone, ubrana w portki koloru białego, nosi białe rękawiczki oraz białe półbuty, na szyi biała apaszka.
Prawą ręką Mammy Melli jest Furiacja. Jej prawdziwe imię to Anfurnee. Podobnie jak przywódczyni utajniła je jednak. W światku przestępczym znana również zdrobniale jako Furcia, tylko dla wybranych - Mysza.
Charakterystyka poszukiwanej.
Wyjątkowo groźny przestępca. Potrafi doprowadzić ofiarę do uwiądu kończyn górnych z przemęczenia. Czasami by zwiększyć skuteczność perswazji udeptuje swoją ofiarę aż do skutku. Praktycznie nie ma możliwości, by się jej oprzeć.
Rysopis poszukiwanej:
Wiek około 2 lat, waga około pięciu kilogramów, wysoka, smukła budowa ciała, włosy srebrne, lico kwadratowe smukławe, oczy pomarańczowe, ubrana przeważnie w portki koloru srebrzystego, nosi ciemne buty i takie same rękawiczki.
Szeregowym członkiem grupy przestępczej, pełniącym dodatkowo rolę żołnierza gangu jest Dorr. Jego prawdziwe imię to Aggedor. Brak wiadomości o innych pseudonimach.
Charakterystyka przestępcy.
Wyjątkowo niebezpieczny przestępca. Nie zawaha się użyć swej siły by wyegzekwować należne mu prawa lub dopiąć celu. W razie potrzeby rozbraja przeciwnika za pomocą własnego nosa. Przeważnie wykorzystywany przez pozostałych członków grupy do realizacji celu postawionego przez Donnę Mellanię lub jej prawą rękę Furcię. Słabą stroną tego groźnego kryminalisty jest typowy blondynizm.
Rysopis poszukiwanego:
Wiek około 2 lat, waga około ośmiu kilogramów, umięśniona budowa ciała, włosy niebieskie z odrobiną białego, lico kwadratowe tępe, oczy żółto-zielone, ubrany w niebieskie portki z białymi łatkami, białe rękawiczki i buty.
Szeregowy członek gangu - Mała Rózia. Jej prawdziwe imię to Amira. W środowisku znana pod pseudonimem Marchewka.
Charakterystyka przestępcy.
Niebezpieczny przestępca. Potrafi swoją postawą wyegzekwować zabawy w każdych okolicznościach i czasie. W przypadkach gdy ofiara okazuje brak zainteresowania, potrafi pozbawić ją dolnej odzieży poprzez zwis komandoski pazurkowy. Pojawiły się też doniesienia o upośledzeniu - pod dotknięciem ludzkiej ręki traci równowagę i wywraca się na grzbiet.
Rysopis poszukiwanej.
Wiek około 2 lat, waga około czterech kilogramów, drobna budowa ciała, włosy rude przeplatane białymi i czarnymi pasmami, lico kwadratowe inteligentne, oczy pomarańczowe, ubrana w ciemne portki z białymi butami, nosi też białe rękawiczki.
Szeregowy członek gangu - Antusia. Jej prawdziwe imię to Anthea. Brak wzmianki o innych imionach, pod którymi znano by ją w środowisku (choć w środowisku pojawiły się plotki o pseudonimie Antałek lub Pimpuś Sadełko).
Charakterystyka poszukiwanej.
Niebezpieczny przestępca. Potrafi zagadać ofiarę na śmierć. Jeżeli ofiara jest wyjątkowo odporna na zagadanie, Antusia używa argumentu ostatecznego zmuszając ofiarę do wielogodzinnego masażu podwozia. Metoda wyjątkowo skuteczna.
Rysopis poszukiwanej.
Wiek około 2 lat, waga około sześciu kilogramów, silna budowa ciała, włosy niebieskie z pasmami kremu i bieli, lico kwadratowe rozmyte (kamuflaż), oczy zielone, ubrana przeważnie w kremowe portki, różnokolorowe podkolanówki i rękawiczki.
Specjalny członek gangu - Fil. Jego prawdziwe imię to Filon. W środowisku znany jako Czarne Dziecko (już nie Małe) lub Czarna Mamba.
Charakterystyka poszukiwanego.
Wyjątkowo niebezpieczny przestępca. Bezwzględnie wykorzystuje urok osobisty do manipulowania dwunożnymi i odwracania uwagi. Ze względu na wyjątkową długość i umiejętność transportowania narzędzi, przyjęty do gangu w charakterze najemnika do zadań specjalnych i dywersji.
Rysopis poszukiwanego.
Wiek około roku, waga około ośmiu kilogramów, silna budowa ciała, włosy smoliście czarne z pasmami beżu, lico kwadratowe przerażające, oczy żółto-zielone, ubrany w czarne portki i rękawiczki.
Specjalny członek gangu - Kri. Jego prawdziwe imię to Xander. W środowisku znany jako Krewetka.
Charakterystyka poszukiwanego.
Niebezpieczny przestępca. Potrafi zablokować możliwość dowolnego ruchu za pomocą zwisu a'la worek. Ze względu na wyjątkowe umiejętności wokalne wykorzystywany w gangu w charakterze alarmu bojowego. Zanotowano również doniesienia o jego umiejętnościach spania w wodzie i pod wodą oraz zadeptywania dwunożnych do utraty tchu.
Rysopis poszukiwanego.
Wiek około roku, waga około siedmiu kilogramów, silna budowa ciała, włosy kremowe z lekkim wzorem maskującym, lico kwadratowe, oczy pomarańczowe, ubrany w kremowe portki i rękawiczki.
01.08.2007 - Donos nr. 1
Banda siedziała nad wyraz spokojnie. To z reguły oznaczało, że coś jest knute. Nie inaczej było i tym razem. Po dłuższej obserwacji okazało się, że knuto nad sposobem ściągnięcia z siatki dużego żuczka. Ponieważ wyszło szydło z worka (czyli zobaczyłem co jest celem knucia), po kilku nic nie znaczących spojrzeniach w moją stronę i kilku gestach odwracających moją uwagę banda postanowiła przedsięwziąć śmielsze kroki w celu zaproszenia żuczka do wspólnej zabawy. W sumie co innego banda miała na myśli, prawda? Niestety żuczek okazał się być bardzo mało rozumny lub bardzo źle wychowany i nic a nic nie brał do siebie zawoływań bandy. Antusia straciła w końcu cierpliwość. Przestała nawoływać i ustąpiła miejsca Furci i Ruzi. Niestety również i ich podskoki nie zdały się na nic. Żuczek nadal bezczelnie siedział na siatce i wyraźnie stroił głupie miny. Tego było za wiele nawet dla flegmatycznego Dorra.
-Mucha, chodź do nas.
-To nie jest mucha tylko coś innego, dużego, czarnego i fajnego.
Antusia zwana pieszczotliwie Antałkiem, lubiła poprawiać Dorra co sprawiało mu zresztą wyraźną przyjemność, od czasu do czasu.
-A co to jest jak to nie jest mucha?
Dorr jak na blondyna okazał się być dzisiaj nad wyraz spotrzegawczy. Zawsze pomocny nosek, teraz zawiódł. Odległość była zbyt duża.
-Przekonasss sssię jak go złapię. Zasepleniła Furcia i cicho zaśmiała się pod noskiem.
-To ja go złapię! Z przejęcia Ruzia aż się cała zasapała. Żuczek przestał robić głupie miny, nudziło mu się.
Mamma Mella, która cały czas obserwowała towarzystwo, pokręciła głową i głośno westchnęłą. Zeskoczyła na posadzkę i nie spiesząc się podeszła do członków swojej bandy.
-Odsunąć się.
Banda słysząc jej cichy głos wykonała polecenie bez zbędnego szemrania. Mamma Mella popatrzyła przez chwilkę na żuczka. Zmarszczyła się, cmoknęła w następnie uniosła się na tylnych łakpach w górę. Jedną łapą zwinnie zaczepiła pazurkiem o siatkę i przyciągnęła elastyczną materię w dół, do siebie. Gdy żuczek znalazł się na wysokości pysia, druga łapa zrobiła typowego "kosza" i zaskoczony delikwent chwilę później leżał na grzbiecie, zabawnie przebierając łapkami, u stóp równie zaskoczonego towarzystwa.
Mamma Mella odwróciła się i z gracją wskoczyła na swoje poprzednie miejsce na skrzyni.
-Wow.
Dorr chyba pierwszy zamknął otwarte pysio.
Chwilę później i on przyłączył się do chóru rozpaczających kocich głosów, gdy wkroczyłem i zabrałem ich nową zabawkę.
01.08.2007 - Donos nr. 2
Przychodzi do mnie Antusia.
-Kota głodzą!! Głodzą kota!! Czy nikt w tym domu nie nakarmi małego biednego koteczka?!
Po czym zaległa z grzechotem na podłodze i patrząc się uporczywie na mnie, czeka reakcji. Próby załagodzenia sytuacji głaskiem dały tylko ten efekt, że usłyszałem:
-No a gdzie jest jedzonko? Wyraźnie mówię, no. Głowa jednoznacznie pokazuje właściwy kierunek i miejsce w które należy się udać. Wstałem więc. Wspólnie udaliśmy się we wskazane miejsce.
-PrzecieS masz jeszcze w miseczce Antusiu.
-Czy ja muszę jeść te ohydne resztki?! Gdzie są chrupki? Gdzie moje chrupki! Ja chę chrupki. Chrupki! Chrupki! Chrupki!
Oj, niedobrze.
-Ja chruuuuupki chcę! !@#$%@#$^#$%%$ (Ta część zdania nie nadaje się do publikowania)
Cóz bylo robic.
-Antusiu. Pewnie chcesz chrupki, co?
Niski pomruk swiadczyl, ze zrozumialem w ostatnim momencie i przedłużylem dobre obopólne relacje przynajmniej do nastepnego rozdawania jedzonka. Antusia usiadła na zadku i z zainteresowaniem patrzyła co też wyciągam z szafki. Wyjąłem puszkę wiadomych chrupek i osobiście wsypalem odrobinę.
-Dziękuję. Po czym rozległo się apetyczne chrupanie. Niestety radość Antusi nie trwała długo.
-Urrrraaaa!! Chrupki dają!!
Antusia została zmuszona do podzielenia się ulubionymi chrupkami z resztą bandy.
Dobrze jest miec grzeczne koty.
01.08.2007 - Donos nr. 3
Siedzę sobie grzecznie przed komputerem. Nagle, ktoś mocno klepie mnie w ramię -pac, pac. Odwracam się i ... nikogo nie widzę.
Patrzę w dól a tam siedzi sobie z niewinną minką Mamma Mella i z intensywnoscią bazyliszka patrzy mi prosto w oczy. Ja patrzę w jej a ona w moje. Jej pysio powoli zaczyna się wydłużać - znaczy się, problem mamy.
-Słucham. Pytam grzecznie kobietę.
Mamma Mella, skoro uzyskała już absolutną pewność, że posiadła moją uwagę, podniosła się i wyszła powoli z godnością, od czasu do czasu oglądając się czy za nią idę.Szedłem. Co miałem robić. Jeszcze mi życie miłe. W ten oto sposób doszliśmy w charakterystyczne miejsce zwane jadłodajnią. Tam Mamma Mella zalegla na swym dostojnym zadku i podnosząc główkę wydała charakterystyczne pisknięcie. Byłem w kropce. Mamma Mella wyraźnie zażądała porcji mięska. Więcej, w ten charakterystyczny sposób dawała mi znać, że mam również nakarmić resztę jej bandy.
-Przepraszam Melluś. Nie mam gotowego mięska. Musisz poczekać.
-Jak to nie masz gotowego mięska. Mamma ściągnęła brwi.
-Ale nie potrwa to długo. Daj mi szansę. Już się poprawiam.
Chyba dostałem drugą szansę, skoro położyła się i ostentacyjnie zaczeła czyścić pazurki. No, ewidentnie podpadało to pod groźbę karalną. Po kilku minutach kilka porcji mięska, ładnie ułożonych na miseczkach leżało w równych odstępach w jadłodajni. Mamma podniosła się, staneła na czterech łapach. "Wrrrmrrrrruwi!" Banda słysząc zawołania swojej szefowej, w te pędy przybiegła. Po chwili w mieszkaniu słychać było tylko zgodny chór mlasknięć i ciamknięć.
01.08.2007 - Donos nr. 4 Przemoc w rodzinie.
Zrobiłem dla siebie śniadanko. Zwykła rzecz z zawartością tuńczyka. Włożyłem na talerz i rozsiadłem się na podłodze. Jej, smakuje mi bardzo to moje śniadanko. Nagle, na głowę spadła mi rolka papierowego ręcznika. Miałem szczęście, że to były tylko resztki. Podnoszę głowę i co widzę? Zza krawędzi stołu patrzą na mnie oczy Antusi.
-Co zrobiłaś? Nie wolno.
Doskonale wiem czemu ta cholernica zwróciła na siebie moją uwagę. Podnoszę rolkę i kładę na stole. Przesuwam się z pół metra i zabieram za jedzenie. Pac. Rolka toczy się po podłodze. Ładny rzut. Jedno odbicie od mojej głowy i dwa od podłogi. Celna jest, to trzeba jej przyznać.
-No dobrze, dobrze. Masz. Podnoszę rolkę z resztkami papieru i kładę na stole. Obok stawiam mój talerz z tuńczykiem.
-Ale pamiętaj. Tylko odrobinę ci wolno.
-Nie o to mi chodziło.
-Przecież lubisz tuńczyka. Jestem mocno zdziwiony. -To czego dusza pragnie?
-Masz mnie podrapać. Antusia wyciągnęła główkę w taki sposób by podrapać podgardle.
-Ja teraz jem.
-Drap.
Podrapałem.
-Dziękuję. Antusia otarła się o moją rękę, odwróciła i poszła na parapet podglądać gołębie.
Ufff. Mogłem skończyć śniadanie. Usiadłem na podłodze, tym razem metr od stołu. Zacząłem jeść. Pac. Tym razem rozeźliłem się. Ze stołu patrzyły na mnie oczy Ruzi.
-Ciebie nie będę głaskać. Chcę zjeść moje śniadanie.
-Ale ja chcę kawałek rybki, buuuuuuuu.
Typowy poranek.
01.08.2007 - Donos nr. 5
Z parapetu w kuchni dobiegały dziwne dźwięki. Ni to popiskiwanie, ni to poćwierkiwanie. Czegoś takiego jeszcze nie słyszałem. Dziwne, bardzo dziwne. Z pewnością wszystkie okna były pozamykane, a że były rozszczelnione to raczej mała szansa by ptak jaki się przez nie przecisnął. Może któryś z sąsiadów coś włączył na magnetowidzie czy telewizorze? Na wszelki wypadek poszedłem zobaczyć. Idę. Na parapecie siedziała mordką do szyby przyklejona Furcia i kwiliła w najlepsze. Musiała mnie usłyszeć bo odwróciła tylko główkę i powiedziała:
-Dobra jestem mrrrrrr, no nie? po czym szybciutko wróciła do zaklinania gołebi.
Ale mi zręczna młodzież rośnie, nie ma co.
-A ty czego się patrzysz, też byś tak chciała nie? rzuciłem w stronę Antusi robiącej świstaka na podłodze.
Nic nie powiedziała, tylko rzuciła na mnie przelotne spojrzenie i nadal uważnie śledziła poczynania Furci. Zabrałem kubek z herbatą i wyszedłem z kuchni. Po pół godzinie przez cichą muzykę zaczęły przebijać się dźwięki jako żywo przypominające to co słyszałem wcześniej na kuchennym parapecie. Poszedłem sprawdzić. Na parapecie w kuchni siedziała Antusia. Furcia wykolegowana z dobrej miejscówki przeniosła się na parapet w wykuszu. W drodze powrotnej do pokoju, przewidująco zabrałem ze sobą słuchawki.
01.08.2007 - Donos nr. 6
Zamknąłem drzwi od pokoju. Odgrodziwszy się tą prowizoryczną barierą od bandy, miałem złudną nadzieję na odrobinę ciszy i spokoju. Doszedłem do fotela i zapadłem się w niego.
Sssszur, sssszur, sszzzzur -Wpuścić kota do śrooooooodka! Wstałem, podszedłem do drzwi. Uchyliłem. Pod drzwiami siedziała Ruzia.
-Wpuścisz?
Powiedziała z niewinnym wyrazem pysia. Rozejrzałem się czujnie. Nikogo poza nią. Jeden kot może być.
-No wchodź.
Uchyliłem drzwi szerzej. Ruzia w te pędy wpadła do środka i spoczeła na leżance. Zamknąłem drzwi i wróciłem na fotel. Usiadłem, wziąłem książkę do ręki.
Sssszur, sssszur, sszzzzur -Wpuścić kota do śrooooooodka!
No tak, chwila spokoju. Wstalem znowu i znowu uchyliłem. Oczywiście pod drzwiami siedziała tylko Antusia.
-Wpuścisz?
Miałem niejasne podejrzenia. Ale co tam. Dwa koty tu a reszta tam, to nadal jestem do przodu.
-Wchodź.
Antusia wpadła do środka i spoczeła na moim fotelu.
-Złaź z mojego fotela.
-Ale mi tu dobrze. Nie zejdę.
No tak. Dobrze, że miałem jeszcze wygodne krzesełko. Przecież kobiet się nie bije.
Zasiadłem na krzesełku. Nawet wygodne to krzesełko. Nie zdążyłem sięgnąć po książkę.
Sssszur, sssszur, sszzzzur -Wpuścić kota do śrooooooodka!
Raaaaaaany. Ja nie mogę z tymi kotami. Na wszelki wypadek, przewidując rozwój wypadków sprawdziłem czy jest wystarczająca ilość miejsca na podłodze. Jeszcze była. Podszedłem, otworzyłem. Przed drzwiami na zadku siedziała Furcia. Obejrzałem się za siebie.Na krzesełku leżała Ruzia.
-Dobra dzieciaki. Idziemy się pobawić.
-Hurraaaaaa! Zanim doszedłem do łóżka, wszystkie koty zdążyły mnie wyprzedzić. Z daleka czujnym okiem popatrywała Mamma Mella. Zgodnie z panującym rytuałem, najpierw podszedłem do Mammy i dałem do zaakceptowania kłebuszek sznureczka.
-Może być. Zabawka dostała akceptację.
Teraz przyszła kolej na resztę bandy. Bandyty siedziały w kółeczku. Zacząłem wymachiwać rytmicznie sznureczkiem a bandyta w podobnym rytmie wymachiwał łapkami.
-Teraz ja! Teraz ja!
Ruzia jak zwykle nie mogła opanować podniecenia. Musiałem pobawić się chwilę z nią. W ten sposób jednak naruszyłem kolejność.
-A dlaczego teraz nie ze mną. Dorr, siła spokoju, zauważył, że wypadł z kolejki.
-Bo teraz ja się bawię. Uuuuhuuuu! Furcia usiadła Dorrowi na głowie. Ten w odpowiedzi zrobił jej bennyhilla. Zapowiadała się rozróba.
-Kończymy zabawę! Zwinąłem sznureczek do kieszeni dresów.
-Nieeee! Ruzia w typowo komandoski sposób uwiesiła się na moich spodniach.
-No dobrze. Jeszcze odrobinę się z wami pobawię.
-Hurrraaa! Bandyty ustawiły się znowu w kółeczku.
Właściwie to co miałem powiedzieć. Ze ściągniętymi gaciami i tak daleko bym nie odbiegł.
01.08.2007 - Donos nr. 7
Siedzę sobie wygodnie na pufie. Fajnie się na tym siedzi bo wygodne. Przyjmuje kształty siedzącego (jak ktoś nie wie o co chodzi to jest to worek kuleczek styropianowych obszyty brezentem). W każdym razie siedzę sobie wygodnie i w zamyśleniu majtam komórką. Oczywiście, sznureczek od komórki majta się razem z nią. Obok mnie rozsiadła się Furcia. Jej ciężar spowodował, że lekko uniosłem się w górę.
Ogląda sznureczek i ogląda. Nic szczególnego nie zobaczyła więc zawołała Ruzię. Dosiadła się i wspólnie oglądają. Ja znowu w górę.
Ponieważ ta też niewiele zobaczyła więc do grona oglądaczy dołączyła Antusia. Ta oczywiście też niewiele zobaczyła. Gdy do grona oglądaczy dołączył Dorr można się domyślać co się stało - wylądowałem na podłodze.
W ten prosty a skuteczny sposób zostałem wykolegowany z miłego siedziska. Za karę zabrałem komórkę, czym wywołałem powszechne zgorszenie zebranych.
A Mamma Mella tylko siedziała i kiwała głową.
01.08.2007 - Donos nr. 8
Przeglądam newsy ze świata - tego lokalnego (półświatka chyba) jak i dalszego (tak, tak, szerokie wody też trzeba pooglądać) i słyszę, że w sąsiednim pokoju ktoś robi "kłaczka". Myślę sobie, jak nic trzeba będzie pójść posprzątać. Nie chce mi się jak nie wiadomo co. Skupiam się na newsach i czekam co będzie dalej. Nie trwało długo gdy poczułem lekkie trącanie. Ja nic. Trącanie z lekkiego szturchięcia zmieniło się w natarczywe ciąganie.
-Słucham. Widzisz, że jestem zajęty.
Z ponurym wyrazem twarzy zwracam się do autora szturchnięć. Mamma Mella z niezmąconym spokojem odrzekła
-Poproszę za mną.
i zaraz dobitniej
-Już.
No cóż było robić. Wstałem i poszedłem za flagą uniesioną w górze by człowiek idący za kotem nie zagubił się czasami. Po drodze na chwilę przystaneliśmy przed siedzącym Czarnym. Mamma usiadła na chwilę i popatrzyła najpierw na mnie a potem znacząco na Czarnego. Delikwent skulił się w sobie i jakby tak zmarniał. Chwilę potem zostałem prędziutko doprowadzony do przyczyny wizytacji.
-Proszę mi to posprzątać.
Odwróciła się i na odchodnym rzuciła jeszcze
-Natychmiast.
Zostałem sam z leżącym przede mną "kłaczkiem".
010.05.2008 - Donos nr. 9
-No wypusc mnie, cooooooooo? Krewetka nie dawal mi spokoju z tym swoim charakterystycznym zaspiewem.
-Daj mi spokój. Widzisz przeciez, ze jestem zajety. Bylem nieugiety. Po swojej stronie mialem dwóch panów. "Co za przedszkole" zdawaly sie mówic ich miny.
Krewetka wskoczyl na biurko i polozyl na klawiaturze. -Wypuscisz noooooooooo cooooooooo? Dwa baranki zamiast wykrzyknika podkreslaly wage wypowiedzianych slów.
-Nie.
Krótki ucialem wszelkie dyskusje. -Echhhh. Zalosliwe westchniecie, chwila wachania i chlopak podjal od nowa, patrzac sie mi gleboko w oczy.-Noooooooo nie badz taki, coooooooooo? -Spadaj.
Krewetka jeszcze bardziej przytulil sie do mnie.-No wypusc mnieeeeeeeee. Wypuscisz?-No dobrze. Skoro nalegasz to wyjatkowo cie wypuszcze. Mówilem do klawiatury. Krewetka czekal machajac ogonkiem przed drzwiami i patrzac z wyrozumialoscia na powolnosc z jaka wstawalem od biurka.
Otworzylem drzwi i wypuscilem chlopaka. Zamknalem drzwi.
-Haloooooo. No cooooo jest? Rozleglo sie z drugiej strony. Udalem, ze nie slysze. Krewetka powtórzyl jednoczesnie pukajac w drzwi. Otworzylem.
By miec pewnosc, chlopak stanal w progu. -Nooooo?
Westchnalem. -Idz, prowadz. Ide za toba.
Pyszczek natychmiast okazal zadowolenie. Tym razem pilnowal bym sie nie zagubil po drodze i szedl równo ze mna, w razie czego spiewem korygujac obierany przeze mnie kierunek. Dotarlismy do kociego bufetu. Krewetka usiadl na zadku i wymownie wskazal pyszczkiem w strone gdzie zazwyczaj pojawialy sie miseczki a teraz jedynie stala fontanna.
-Noooooo?-Dobra, dobra. Puszka?-Noo.
Po chwili po kociej jadlodajni defilowalo prawie cale stado. Jedynie Mamma Mella oraz Furiacja siedzialy razem w oddaleniu. -Co za wazelina. Z niesmakiem pokrecila glowa Mamma Mella, oceniajac zachowanie Krewetki. -Uueeee. -Ja nie bede ci nosil zarcia. Sama musisz tam pójsc. Mella popatrzyla na mnie zdziwiona. -No wiesz? Teraz tam nie pójde. Powiedziala i popatrzyla spokojnie na klebiaca sie bande w jadlodajni.
015.05.2008 - Donos nr. 10
Jak zwykle. codziennie czyli normalnie (uzywajac telewizyjnego znaczenia tego slowa) poszedlem przysiasc sobie w spokojnym miejscu. Sciagnalem domowe pantalony do kostek i grzecznie wsluchuje sie w znane sobie procesy. Nagle z zamyslenia wybija mnie poszturchiwanie na poziomie kostek. -Eeee, posun sie.
Patrze zdziwiony w dól. A tam mloda gwardia laduje sie z piesnia na ustach w spuszczone gacie i zakopuje sie po uszy, ze tylko nos widac. Jeszcze oberwalem kopniaka, bo zamiat pomóc dziecku to siedze jak kolek.
-A zeby was. Mrucze pod nosem, co oczywiscie zostalo odebrane jako wyraz solidaryzmu z mlodym pokoloeniem. -Nooooo, mnie tez jest fajnie. Fajnie nam razem, nie? Nosek powedrowal w góre a lapa delikatnie traca mnie w lydke. _A co mi tam, siedz sobie. Sam jeden mozesz. Tylko co zdazylem to powiedziec przez drzwi do lazienki laduje sie siostrunia.
-Co robicie? Pewnie cos fajnego. E, mlody posun sie. Nie dosc, ze zostalem skopany ponownie, nasluchalem sie bluzgów od mlodego, ze wlasnych gaci nie potrafie upilnowac to teraz mialem juz dwa koty w spodniach.
-Moi drodzy tego chyba juz za wiele. -Uuuuu, tam ta da tadam ta. Uuuuuu uuu? Na kolanach mialem blisko osiem kilo zywego szczescia w osobie wlasnej czyli Krewetka. Na pocieszenie strzelil mi solidnego baranka. Ni taki kumpel, mówie wam.
-Auc.
Sluchajcie, to naprawde boli. Szczególnie z rozbiegu.
Poniewaz imprezka w kiblu zaczela rozkrecac sie na calego, to jak zobaczylem biegnaca Ruzie, Czarne Dziecko a flegmatyczny Dorr powoli podnosil sie z podlogi patrzac z zaciekawieniem stwierdzilem, ze mam dosyc.
-Dosc. Zamykam imprezke z powodu braku swiezego powietrza i spokoju. Dosc powiedzialem. Wynocha z moich spodni, ale to juz. Udalo mi sie wstac.
-Popwiedzialem wynocha. Brak miejsca. Konczymy imprezke. Korzystajac z chwili nieuwagi szybko wciagnalem gacie na ich odpowiednie miejsce zanim banda podejmie skuteczne dzialania odwetowe.
-E, co za glupi powód zamkniecia imprezki. Mamma Mella jak zwykle lezac w pozycji obserwacyjnej, jednoznacznie okreslila swój stosunek do calego zdarzenia.Udalo mi sie.
-Do nastepnego razu. Usmiechnal sie pod wasem Dorr.
19.05.2008 - Donos nr. 11
Odkurzalem sobie w najlepsze. Odkurzalem, odkurzalem i ... przestalem odkurzac. Co u licha.
Czemu odkurzacz przestal dzialac? Wlaczam, wylaczam. Nie dziala. Rzut oka na kabel i juz wiemy. Kabel jest odlaczony od kontaktu. Musialem pociagnac zbyt mocno.
Wciskam w gniazdko i odkurzam dalej. Odkurzam, odkurzam i ... przestalem odkurzac. Co znowu. Wlaczam, wylaczam, szybki rzut oka na kabel i znowu okazuje sie, ze wypadl. Podchodze, wciskam w gniazdko i przysiegam mocno by bardzo uwazac.
Byc moze koncówka sie poluzowala i dlatego jak kabel jest naciagniety to wypada. Takie kiepskie gniazdka robia. No to jeszcze raz.
Ledwo uruchomnilem a odkurzacz przestal pracowac. Natychmiast rzut oka na gniazdko.
Zobaczylem sprawce. Czarna lapa ledwo zdazyla sie schowac za klimatyzatorem.
Podszedlem i co widze? Za klimatyzatorem, duza szafa stojaca przy gniazdku siedzi w najlepsze Dark Lady i Deaglan i bawia sie w najlepsze.
Glizdy wyczaily, ze jak sie oprze lape na kabelku to kabelek robi "siup" i w domu robi sie milo, cicho i przytulnie.
No cóz robic. Ide po srubokret i poprawiam mocowanie gniazdka.
20.05.2008 - Donos nr. 12
Jak sie ma bande w apartamencie, czyli o metrazu odpowiednim dla przedwojennego osiedla robotniczego to zawsze brakuje pokoi by znalezc spokojne miejsce dla kazdego czlonka bandy.
Dorr cierpial i to bardzo. Bardzo pragnal poganiac za sznureczkiem. Oczywiscie poniewaz koty nie rozrózniaja kolorów, Dorr tym bardziej cierpial bo on tego nie wiedzial.
Dla niego nie bylo zabawy jak nie bylo kolorowego sznureczka. Najlepiej we wszystkich barwach teczy.
Niestety, taki sznureczek mógl byc tylko jeden. Czego bniedak nie wymyslal.
Najpierw wolal mnie, bym do niego podchodzil. Na jego nieszczescie, reszta bandy bardzo szybko wyczaila, ze jak Dorr zaczyna mnie wolac to zaraz bedzie imprezka i po pierwszym charakterystycznym nawowylawiu wokól niego jak splod ziemi pojawial sie winuszek kociaków.
Oczywiscie jak jest mlody narybek, to starsi czlonkowie bandy wiedza, ze sami nie maja co szukac i raczej stosuja techniki przechwytujace. Na przypklad Czarne Diecko upodobalo sobie metode zahaczania.
Jak przechodze w takiej sytuacji to zawsze tak sie sklada, ze znikad pojawia sie zwisajaca z drapaka lapa i zahaczajac o koszule zmusza mnie przynajmniej do sprzedania paru glasków.
W kazdym badz razie, Dorr widzac, ze jego metoda zmuszania mnie do zabawy zostala rozszyfrowana przez reszte towarzystwa musial cos zmienic. Do zawolan dolaczyl obieranie kursu na wolne miejsce.
Tam gdzie nie bylo narybku lub innych czlonków bandy.
Oczywiscei reszta zorientowala sie co Dorr kombinuje i po kilku dniach za paradujacym Dorrem gesiego lub parami paradowala reszta kotów.
Co bylo robic. Dorr musial kombinowac dalej.
Tym razem prosil o wejscie do zamknietych pokoi lub innych pomieszczen czy schowków gdzie mozna by sie z nim schowac.
Oczywiscie po kilku dniach i to zostalo rozszyfrowane.
Przeciwakcja wygladala mniej wiecej tak. Jak tylko Dorr obieral marsz w strone jakiegos pokoju to pociagu wylatywal jak z procy jeden z kociaków i ustawial sie jak najblizej wejscia. Praktycznie nie bylo mozliwosci wejscia z Dorrem wylacznie.
Dorr byl zrozpaczony. W koncu wymyslil sposób ostateczny.
Wchodzil do pokoju, czekal az wszystkie koty wejda za nim a potem szybciutko z niego wyskakiwal domagajac sie jego zamknieta.
Tak juz, juz.
Oczywiscie i to zostalo rozszyfrowane. No w ten sposób Dorrowi skonczyl sie koncept.
Musialem sam cos wymyslec. Postanowilem uzyc sprytnej metody na myszke.
Dzisiaj po raz pierwszy ja zastosowalem.
Dorr poprosil mnie o zabawe ze sznureczkiem to ja myszke w dlon. Otworzylem drzwi do pokoju.
Cala grupa narybku i Krewet (ale on jest z innej wsi) poszly za myszka, myslac ze ja tez a ja za nimi wszystkimi drzwi przymknalem i podparlem drapaczkiem.
No to teraz Dorr byl pelen szczescia. Mógl sie natanczyc choc chwile sam na sam ze mna i teczowym, ukochanym sznureczkiem.
Niestety metoda podparcia drzwi nie byla metoda ostateczna, gdyz mlody narybek widzac, ze zostal wykiwany próbowal dostac sie z powrotem.
Otwarcie drzwi i odepchniecie drapaczka zajelo by chwile ale w pore zadzialalo Czarne Dziecko.
Ten widzac co sie dzieje podszedl i po prostu przydeptal drapaczek do podlogi. Oczywiscie caly czas patrzac sie na mnie i Dorra jak sie w najlepsze bawilismy.
No za taka akcje, musialem go nagrodzic.
Bylo za co. Otzymal nalezyta porcje kocich cukierków.
9.07.2008 - Donos nr. 13
Wracajac do domu wstapilem do osiedlowego sklepiku ze zdrowa zywnoscia (czyli nie przechowywana pól roku na placu i w proporcjach znosniejszych niz 10:1 gdzie 10 to utrwalacz a 1 wklad warzywno-owocowo-miesny). Tak wiec postanowilem kupic troche prawdziwej szynki. Taki zakup co prawda drenuje portfel bardzo szybko i bardzo dokladnie ale raz na rok mozna sobie pozwolic. Zje czlowiek taka szynke i na caly rok mu starczy samo wspomnienie.
Tak wiec kupilem sobie cale dziesiec deka. Wykosztowalem sie niemilosiernie ale warto bylo. Zanioslem dumnie zdobycz do domu. Usiadlem w kuchni na podlodze z plasterkiem w dloni, odwrócilem glowe i .... czuje jak mi cos wyciaga MÓJ plasterek. Cale szczescie, ze mam wyczucie bo schwycilem gada. Przede mna stala Gregorek, przypatrujac mi sie uwaznie z zacisnietym pysiem na moim plasterku szynki.
-Koty nie jedza wieprzowinki, wiesz?
Pociagnalem silnie kawalek szyneczki w moja strone.
-Nieprawda.
Kawalek szyneczki razem z Gregusia oddalil sie ode mnie.
-Prawda.
Druga reka delikatnie wyjalem szyneczke z pysia, na którym natychmiast zagoscil gleboki smutek.
-No dobrze. Masz odrobinke.
-Mrrrrrrrr.
Gregorek otarla sie o moja reke, odwrócila i poszla. Spokojny, odwrócilem glowe by sciagnac kubek z herbata - siedzialem na podlodze po turecku, gdy znowu czuje jak mi ktos wyrywa mój kawalek szyneczki.
-Mriii. Tik gdy sie podnieci wchodzi w wyzsze tony.
-Nie dostaniesz.
Popatrzylem na jej pysio.
-No dobrze. Ale tylko kawaleczek.
-Mriii.
Odwrócilem glowe i znowu cos mi chce wyrwac szynke.
-Truuuuuu.
Tym razem sie wkurzylem.
-Trabka. Facet jestes, chociaz ty miej przyzwoitosc. Podnioslem sie i zajrzalem za winkiel. Reszta bandy stala gesiego i czekala na swoja kolejke. Tik i Gregatorek ustawily sie na koncu kolejki.
-O nie. O nie. To moja szynka. Macie puszki i chrupki.
-Nie denerwuj sie tylko sie podziel. Ze stoickim spokojem, jak zawsze, Mamma Mella rzucila do mnie z górnych pieter drapaka.
-To wy tacy? No dobra. Kto idzie dzisiaj ze mna na wizyte do pana doktora?
Po krótkiej chwili w spokoju, sam, moglem zjesc resztki tego co mi zostalo.